Samodzielne sprzątanie lasu ma sens. Zmień skalę i zacznij działać

Samodzielne sprzątanie lasu ma sens. Zmień skalę i zacznij działać! – opowiada Mikołaj Basiński

Data publikacji:

Autor: Mikołaj Basiński 

Sprzątam nasze lasy już od ponad 5 lat. W 2021 roku wyznaczyłem sobie jasny cel – samodzielnie wyniosę z naszych lasów 1000 worków śmieci. Chciałem, by było to wyzwanie, z którym będę mógł mierzyć się przez jakiś czas, wyzwanie, które pozwoli mi pokazać, ile można zrobić dla środowiska przy odpowiedniej motywacji i jak poważnym problemem są śmieci w naszych lasach. 

Czy osiągnąłem cel? Dziś na moim koncie jest ponad 700 zebranych worków, co przekłada się na ponad 2,5 tony zebranych odpadów. Jednak znacznie ważniejsze jest to, że las który sprzątam jest zauważalnie czystszy, śmieci nie pojawiają się tam ponownie tak szybko, jak wcześniej, a wokół moich działań zbudowałem społeczność ludzi, którym przyświeca podobna myśl – oddolne działania mają ogromny sens. 

Sprzątanie lasu nie jest wielką filozofią, ale by zacząć to robić i nie ustawać w wysiłkach potrzebujemy dziś zupełnie nowej filozofii. Potrzebujemy dziś pracować skalą w naszym myśleniu o tym problemie.  

 W pierwszej kolejności jednak musimy poznać skalę zjawiska, jakim jest zaśmiecanie naszych lasów. 

Kiedy widzę śmieci w lesie, w pierwszej kolejności myślę o tych, którzy mogą ucierpieć.  O zwierzętach, które mogą zaplątać się w odpady, połknąć coś niebezpiecznego albo zmienić swoje zachowanie przez obecność ludzkich śmieci. O roślinach i całych ekosystemach, które ponoszą konsekwencje naszych decyzji.” –  Mikołaj Basiński

Poznaj skalę zjawiska  

Kiedy ktoś podchodzi do mnie i mówi: „w moim lesie jest czysto”, często odpowiadam: wróć tam jeszcze raz i przyjrzyj się uważniej. 

Bo śmieci w lesie to nie tylko duże, łatwo zauważalne odpady. To nie tylko porzucony fotel, opona czy worek pełen śmieci. Problem stanowią często drobne śmieci, liczone w tysiącach papierki, kawałki sznurków, kapsle, niedopałki, butelki, puszki i plastikowe opakowania, które z czasem wtapiają się w leśne runo. 

Przyzwyczajamy się do ich obecności. Przestajemy je zauważać. A jednak nawet niewielkie odpady mogą stanowić poważne zagrożenie dla leśnych ekosystemów, dla zwierząt, roślin i całej sieci zależności, która funkcjonuje w lesie. 

 Skala problemu jest ogromna. Według danych Lasy Państwowe każdego roku do polskich lasów trafia średnio około 100 tysięcy metrów sześciennych odpadów. To liczba trudna do wyobrażenia. Dla zobrazowania, taka ilość mogłaby wypełnić około 1000 towarowych wagonów kolejowych. Z odpadów usuwanych z lasów w ciągu roku można by stworzyć „kopiec”, który wysokością zrównałby się z Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. 

Każdego dnia do lasów trafia więc średnio około 280 metrów sześciennych śmieci to objętość odpowiadająca mniej więcej trzem naczepom ciężarowym, a pamiętajmy o tym, że las nie jest miejscem, w którym odpady po prostu „znikają”. One pozostają w środowisku, wpływają na jego mieszkańców i zmieniają przestrzeń, która powinna być bezpiecznym domem dla wielu organizmów. 

Samo usuwanie śmieci wymaga również ogromnych nakładów finansowych. Lasy Państwowe przeznaczają średnio około 20 milionów złotych rocznie na działania związane ze sprzątaniem odpadów z terenów leśnych. 

Zatrzymaj się i przyjrzyj  

Problem zaśmiecania naszych lasów nie jest tylko problemem estetyki, ale również etyki. Słowa te różnią się zaledwie trzema literami, ale różnica znaczeniowa jest poważna. Żeby uznać fakt, że śmieci zabijają wystarczy zatrzymać się i przyjrzeć temu, co żyje wokół nas. Zmienić skalę, powiększyć obraz i dostrzec dramaty również najmniejszej fauny i flory, zauważyć problemy, których nie widać na pierwszy rzut oka. 

Jednym z największych zagrożeń są pozostawione w lesie butelki, puszki i inne otwarte pojemniki. Owady często wchodzą do nich zwabione zapachem resztek napojów lub jedzenia. Problem w tym, że bardzo często nie potrafią już wyjść. Gładkie ścianki uniemożliwiają wspinanie się, odnóża ślizgają się po powierzchni, a wilgoć powoduje, że skrzydła i pokrywy skrzydłowe tracą swoją funkcjonalność. 

Taki pojemnik staje się pułapką. 

Nie kończy się jednak na pierwszych ofiarach. Do środka przyciągane są również owady drapieżne, które próbują zapolować na uwięzione organizmy. One także często nie są w stanie wydostać się na zewnątrz. Później pojawiają się nekrofagi, czyli organizmy żywiące się martwą materią. Ich obecność również kończy się uwięzieniem i śmiercią. Jedna butelka czy puszka leżąca w lesie może więc stać się miejscem unicestwiania kolejnych grup organizmów. 

W swojej książce „Książka o śmieciach” (2020) Stanisław Łubieński przywołuje badania, z których wynika, że gdyby zaprzestano sprzątania w Tatrzańskim Parku Narodowym, w wyrzuconych butelkach i puszkach mogłoby ginąć każdego roku nawet około 36 milionów bezkręgowców oraz około 10 tysięcy drobnych kręgowców. Tak duża skala strat mogłaby wpływać na funkcjonowanie całego ekosystemu. 

Do większych plastikowych pojemników trafiają również małe ssaki. Gryzonie wykorzystują je czasem jako kryjówki lub magazyny, jednak podobnie jak owady mogą nie być w stanie znaleźć drogi wyjścia. 

Według danych przytaczanych przez dr. Krzysztofa Kolendę, specjalistę badającego wpływ zaśmiecania na lokalną faunę, odnotowano przypadek znalezienia aż 54 martwych ssaków w jednej dwulitrowej plastikowej butelce. 

To pokazuje skalę problemu, którego często nie dostrzegamy. 

Odpady w lesie bywają również wykorzystywane przez inne organizmy. Mrówki niektórych gatunków potrafią kolonizować ludzkie śmieci i wykorzystywać je do budowy swoich gniazd.  Szczególnie atrakcyjne dla owadów mogą być ciemne szklane butelki z wąską szyjką. Takie miejsce zapewnia mniej światła, pomaga utrzymać odpowiednią wilgotność, a wąskie wejście pozwala mrówkom kontrolować warunki wewnątrz. Jednak problem pojawia się wtedy, gdy taka „siedziba” przestaje być bezpieczna. Zalanie wodą albo przegrzanie pojemnika może doprowadzić do śmierci całej kolonii. 

Odpady zagrażają również ptakom. Niektóre gatunki wykorzystują ludzkie śmieci jako materiał budulcowy. Nylonowe sznurki, plastikowe tasiemki czy drobne metalowe elementy są trwałe, łatwo dostępne i mogą wzmacniać konstrukcję gniazda. U niektórych ptaków, np. bociana białego, samce wykorzystują różne materiały w gnieździe również jako element zachowania godowego jako sposób pokazania swojej wartości partnerce. 

Ale to, co dla nas jest tylko „materiałem”, dla piskląt może być zagrożeniem. 

Sznurki i plastikowe elementy mogą oplatać skrzydła i nogi młodych ptaków. Drobne kawałki plastiku mogą być połykane i prowadzić do problemów z układem pokarmowym. 

Badacze z Meksyku odkryli również, że niektóre ptaki, m.in. wróble i dziwonie, wykorzystują niedopałki papierosów w swoich gniazdach. Zawarta w filtrach nikotyna może ograniczać obecność pasożytów, jednak inne substancje chemiczne obecne w niedopałkach mogą powodować negatywne skutki dla zdrowia piskląt. 

Niedopałki papierosów stanowią również niemałe zagrożenie dla zbiorników wodnych i rzek. Mówi się o tym, że w sprzyjających warunkach jeden niedopałek może skazić nawet 1m3 wody. Inaczej mówiąc, jeden filtr papierosowy wrzucony do zbiornika zamienia nawet 1000 litrów czystej wody w trujący płyn.  

Badania naukowców z Angli Ruskin University wykazały, że niedopałki ograniczają kiełkowanie roślin i wpływają na ich rozwój. W przeprowadzonych analizach obecność niedopałków zmniejszyła skuteczność kiełkowania trawy o około 10%, a koniczyny o około 27%. Wpływała również na długość pędów i rozwój systemu korzeniowego. 

Podejmij działanie i odpowiadaj na krytykę   

Nadal dość często słyszę: „Nie będę sprzątać po innych”, „Dlaczego mam wyręczać służby albo państwo?”, „Ja przecież nie śmiecę, więc dlaczego mam podnosić cudze odpady?”.

To naturalne pytania. Wielu z nas zatrzymuje się właśnie w tym miejscu na poczuciu niesprawiedliwości. Skoro ktoś inny zniszczył, dlaczego ja mam naprawiać? Skoro ktoś inny zawinił, dlaczego ja mam działać?

Problem w tym, że takie myślenie często powstrzymuje nas przed podjęciem pierwszego kroku. A ten pierwszy krok jest potrzebny nie tylko po to, by uprzątnąć konkretny kawałek lasu, parku czy łąki. Jest potrzebny również po to, by budować większą zmianę społeczną i systemową. Dlatego warto spojrzeć na to z innej perspektywy.

Odpowiedzialność za czyjeś czyny a odpowiedzialność za miejsce   

Kiedy sprzątam, nie biorę odpowiedzialności za cudze zachowanie. Nie wyręczam osób, które zostawiły śmieci. Nie zdejmuję z nich odpowiedzialności i nie sprawiam, że ich działanie staje się mniej ważne.

Sprawcy nadal są sprawcami.

Tylko gdzie oni są? Czy zawsze możemy ich znaleźć? Czy zawsze jesteśmy w stanie udowodnić, kto zostawił konkretną butelkę, opakowanie czy fragment plastiku? Czy w przypadku drobnych odpadów jesteśmy w stanie doprowadzić do tego, by ponieśli konsekwencje? Często nie.

Dlatego przenoszę uwagę na miejsce, które potrzebuje pomocy. Na konkretny skrawek przyrody, którym się opiekuję. To jemu chcę ulżyć. To jego chcę uczynić bezpieczniejszym i lepszym. „Moje miejsce” nie oznacza własności. Oznacza odpowiedzialność.

I wierzę, że kiedy takich osób, które czują więź ze “swoim” miejscem i wyrażają troskę o najbliższe otoczenie będzie więcej, dla tych, którym nie zależy, po prostu zabraknie przestrzeni.

Szukanie winnych a szukanie tych, którzy cierpią  

Kiedy widzę śmieci w lesie, w pierwszej kolejności myślę o tych, którzy mogą ucierpieć. O zwierzętach, które mogą zaplątać się w odpady, połknąć coś niebezpiecznego albo zmienić swoje zachowanie przez obecność ludzkich śmieci. O roślinach i całych ekosystemach, które ponoszą konsekwencje naszych decyzji.

Oczywiście identyfikowanie sprawców jest ważne. Warto reagować, edukować, szukać rozwiązań systemowych i działań, które ograniczą problem u źródła. Ale jeśli pierwszym odruchem staje się wyłącznie szukanie winnego, łatwo stracić z oczu najważniejsze pytanie: kto potrzebuje pomocy tu i teraz? Dla mnie początkiem działania jest empatia. To ona pozwala zauważyć problem i zamienić frustrację w realną zmianę. Empatia jest zaczynem aktywizmu.

Roszczenie a prośba o współpracę    

Możemy oczywiście narzekać. Możemy wskazywać miejsca, w których ktoś czegoś nie dopilnował, zgłaszać problemy i oczekiwać reakcji służb. To również jest potrzebne, ale jest różnica między komunikatem: „Tu nikt nic nie zrobił. Tu zawiedliście. Tu powinniście działać!” a „Zobaczcie, mamy problem. My już działamy, znamy to miejsce, jesteśmy tutaj na co dzień, ale potrzebujemy Waszego wsparcia, żeby zrobić więcej.

Ta druga perspektywa buduje współpracę zamiast konfliktu.

Nie chodzi o to, żeby społeczeństwo zastępowało wszystkie instytucje. Chodzi o to, żebyśmy przestali traktować troskę o przestrzeń wokół nas jako cudzy obowiązek. Zmieńmy więc optykę. Nie sprzątajmy „po innych”. Sprzątajmy dla naszych skrawków i dla miejsc, z którymi jesteśmy związani i za które możemy wziąć odpowiedzialność.

Zmień skalę i zacznij działać! 

Kiedy przyglądamy się najmniejszym i największym mieszkańcom lasu, którzy cierpią z powodu wyrzucanych przez nas śmieci, kiedy dostrzegamy te największe i najmniejsze odpady oraz zagrożenia jakie ze sobą niosą, wtedy okazuje się, że wyniesienie z lasu nawet pojedynczej butelki ma ogromny sens. W ten właśnie sposób możemy uratować tysiące istnień. W ten sposób możemy być pierwszym klockiem domina i zacząć lokalny ruch na rzecz środowiska. W ten sposób możemy wykonać pierwszy krok do tego, by zmienić rzeczywistość. 

Więcej informacji znajdziecie na moim profilu na FaceBooku – https://www.facebook.com/szukamwlesie/?locale=pl_PL

 

Data publikacji:

Poprzedni wpis
„Jeśli Jeziorko wyschnie, to miasto uschnie”. Warszawiacy piszą, dlaczego chcą chronić Jeziorko Czerniakowskie
Następny wpis
Ważki – Co potrafią nam powiedzieć o zmianach środowiskowych? – Opowiada Nikola Góral
Przejdź do treści