Zwykle wygląda to tak: jest problem, jest spotkanie, jest sala, mikrofon i lista mówców. Ci, którzy przyszli, zabierają głos. Ci, którzy nie mogli, nie istnieją w protokole.
W czerwcu zorganizowaliśmy akcję społeczną na warszawskiej Sadybie, gdzie stanęło coś zupełnie innego niż znane. Biała tablica z jednym pytaniem: dlaczego chcę chronić Jeziorko Czerniakowskie? Bez sceny, bez prelegentów, bez zapisów. Flamastry i wolne miejsce. Tablicę postawiliśmy przy medialnej współpracy z organizacjami: Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Miasto Ogród Sadyba i Stowarzyszenie Żywe Stegny i Naukowo o Jeziorku. Pojawiała się tam, gdzie akurat byli ludzie: na potańcówce międzypokoleniowej, na pchlim targu, na plaży nad samym Jeziorkiem.
I tu zaczyna się najciekawsze. Bo tablica się zapełniła. Nie hasłami z transparentów, tylko czymś znacznie bardziej osobistym.
A między tym wszystkim, fioletowym flamastrem: „Jeśli Jeziorko wyschnie, to miasto uschnie”.
Dziecko narysowało dwa bobry i podpisało: „Bo żyją tu zwierzęta”. Ktoś ułożył wierszyk o pływaniu i odpoczywaniu, z rymem „cudnie” do „w południe”. Ktoś wyznał: „Kocham patrzeć na kaczki na jeziorku”. Ktoś inny, najwyraźniej dorosły, zostawił zdanie jak z eseju: „Bo jest dowodem na to, że dzikość potrafi przetrwać w środku miasta. A miasto, które na to pozwala, mówi coś ważnego o sobie”. A między tym wszystkim, fioletowym flamastrem: „Jeśli Jeziorko wyschnie, to miasto uschnie”.
Trudno znaleźć w Warszawie precedens dla takiej formy. Petycje bywały, protesty bywały, konsultacje bywają regularnie. Ale otwarta tablica, na której mieszkańcy sami, bez moderacji i bez agendy, piszą o swojej relacji z miejscem przyrodniczym, to prawdopodobnie pierwsza taka akcja w mieście.
Warto się przy tym zatrzymać, bo ta tablica pokazuje trzy rzeczy, których nie widać w żadnym urzędowym dokumencie.
1. Ludzie nie potrzebują zachęty, żeby mówić o przyrodzie, potrzebują tylko formy, która nie onieśmiela.
Po pierwsze: Na dyskusję publiczną o planie miejscowym przychodzi kilkadziesiąt osób, zwykle tych samych. Przy tablicy zatrzymywali się przypadkowi przechodnie, dzieci, seniorzy z potańcówki. Postanowiliśmy obniżyć próg wejściowy do zera, czyli umożliwić dotarcie w dowolnym momencie oraz przyjąć przyjazną, społeczną formę.
2. Mieszkańcy mówią o Jeziorku zupełnie innym językiem niż dokumenty.
Po drugie: W opracowaniach jest „zbiornik”, „starorzecze”, „obszar cenny przyrodniczo”. Na tablicy są kaczki, pływanie na desce, zieleń i owady, ciekawość, spokój. To nie jest różnica kosmetyczna. To dowód, że Jeziorko funkcjonuje w codziennym życiu tysięcy ludzi jako miejsce bliskie, a nie jako pozycja w rejestrze form ochrony przyrody. Właśnie taka więź jest najsilniejszym argumentem za jego ochroną.
3. Nikt na tej tablicy nie napisał nic przeciwko komukolwiek.
Po trzecie: Same wyznania. To rzadkość w debacie o mieście, gdzie tematy środowiskowe szybko skręcają w konflikt. Tu wyszło coś odwrotnego: wspólnota wokół miejsca.
Kontekst jest poważny. Jeziorko Czerniakowskie, największe naturalne jezioro Warszawy i jedyny wodny rezerwat w stolicy, wysycha. Naukowcy prowadzący pomiary od 17 lat odnotowali jesienią najniższy stan wody w historii swoich obserwacji. Jednocześnie eksperci powtarzają, że zbiornik można uratować, a nad rozwiązaniami pracuje miejski zespół z udziałem naukowców z SGGW i Uniwersytetu Warszawskiego oraz strony społecznej.
I może właśnie w tym momencie taka tablica znaczy najwięcej. Bo pokazuje decydentom coś, czego nie pokaże żadna sonda ani raport: że po drugiej stronie tych decyzji stoją ludzie, którzy to miejsce po prostu kochają. Dzieci rysujące bobry dorosną. Pytanie, czy będą miały gdzie je oglądać, rozstrzyga się teraz.
Tablica będzie wędrować po kolejnych miejscach. Zachęcamy też, by publikować zdjęcia własnych odpowiedzi z hasztagami #zanimwyschnie i #ratujejeziorko.
Aktualne wydarzenie – https://fb.me/e/6R4Optm19
Minione wydarzenia – https://fb.me/e/4Kos1R7T1
Obejrzyjcie zdjęcia wpisów.






















































